Sporo już ogarnęła od rana, i w końcu ból pleców nie dał się dłużej lekceważyć.
Z ulubionym kubkiem herbaty siadła w fotelu. Przysunęła sobie podnóżek i wyciągnęła na nim nogi z cichym westchnieniem przyjemności.
Łyk herbaty. Jak dobrze.
Lubi ciszę domu, w którym jest sama; zanim ktoś włączy muzykę, zanim czajnik będzie szumiał, albo pralka klekotała, wirując.
Tylko ona, fotel i herbata. Warto czasem zwolnić, pomyślała zadowolona.
Zetknęła przez szybę na wiosenne niebo. Jak te okna szybko się brudzą. Warto by je przetrzeć, lubi czyste szyby w słońcu. I na komodzie już kurz się zebrał.
Słońce bezlitośnie pokazało psią sierść na dywanie. Westchnęła.
I zielsko już spore na rabacie za oknem. Może w sobotę się tym zajmie.
Nagle poczuła się strasznie zmęczona. "Gdzie nie spojrzę, tam brud i coś do poprawy" - gorzko pomyślała.
Nagle uderzyła ją kolejna myśl: czy wszędzie widzi tylko rzeczy do zrobienia? Brud, niedoskonałość?
Aż przestała oddychać: czy tak samo patrzy na ludzi? ...na SIEBIE???