Po co ja to wszystko robię?
To pytanie towarzyszy jej od kilku dni.
Nie umie znaleźć na nie odpowiedzi.
Najpierw przyszło jej do głowy, że robi to dla innych; dba o nich, pomaga, wspiera. No dobrze, ale po co?
No jak to po co - zirytowała się - przecież to oczywiste.
Ale... co jest takie oczywiste? Nie umie powiedzieć.
Dziś siedzi więc z filiżanką kawy w pustym domu, chłonie tę ciszę, i znowu zadaje sobie to samo pytanie.
Myśli rozmywają się.
Stara się je zebrać, skupić na szukaniu odpowiedzi.
Nic z tego.
Gapi się więc przez okno.
Odpuszcza.
Gdy wraca do domu z zakupami, znów słyszy to pytanie. Jak natarczywe stukanie w ścianę, przy której się śpi. Ma już dość, ale czuje, że bez odpowiedzi nie uzyska spokoju.
Wzdycha, zatrzymuje się. Spogląda na drzewa, na niebo przerażająco błękitne, na lekkie chmury. Oddycha głębiej, i jeszcze raz, i jeszcze.
Bo to ważne.
Dla kogo?
Dla mnie.
Dlaczego?
Bo wtedy czuję się potrzebna. Czuję, że mam znaczenie.
O.
Słucha tej odpowiedzi przez chwilę.
Przygląda się jej z różnych stron.
Potem nagle myśli o najważniejszej dla siebie osobie, którą kocha na wskroś, zawsze, mimo wszystko.
"Czy kochasz dlatego, że jest ci potrzebna? Czy to dlatego jest dla ciebie ważna?" - słyszy w sobie.
Stoi jak wryta i nie może się ruszyć.
Powoli dociera do niej prawda, która zawsze w niej była, schowana, niewypowiedziana. Rdzeń relacji z tą najważniejszą dla niej osobą.
"Kocham ją, bo... jest?"
Jak to, tak po prostu?
Tak... za nic?
Tak bez sensu?
Ale czuje, że właśnie w tym jest cały sens. Kocha tylko dlatego, że ten ktoś jest. I pragnie z wszystkich sił, by to trwało. To "bycie". Życie. To cudowne istnienie. A ona tylko chce być obok.
Rusza znów w stronę domu.
I znów się zatrzymuje.
"A jeśli... jeśli ja też nie muszę BYĆ POTRZEBNA? Jeśli dla kogoś mogę nie być potrzebna, żeby się liczyć?"
Kręci głową z niedowierzaniem, i przyspiesza. Nie zdąży z obiadem, jak dalej tu będzie sterczeć.
I ponownie przystaje. Dostrzega, że znowu to robi: obiadem usiłuje zasłużyć.
Tymczasem jej najukochańsza osoba w życiu nie dlatego jest najukochańsza, bo codziennie gotuje. Hm.
I wtedy robi coś dziwnego.
Przymyka oczy. Wdycha zapach wiosny.
Wbrew nawykowi pośpiechu, wbrew poczuciu dyskomfortu, wbrew obawie, że jest leniwa i powinna się wstydzić.
Przez ułamek sekundy czuje, że JEST.
I że to WYSTARCZY.